Nie wiedziałem co robić, więc tylko wybiłem szybę w oknie. Nie uderzyła się w nic głową aż tak żeby krwawiła wiec raczej źle nie
jest.
Tak w zasadzie, skoro jest nieprzytomna to mogę sobie spokojnie odejść od niej. Zapomni pewnie o całej sprawie lub będzie myślała że coś jej się przyśniło.
Ale przecież nie mogę pozostawić tu jej samej. Jeśli coś jej się stało jednak, jeśli będzie mieć jakiś wstrząs to nikt jej nie pomoże bo nikt tu nie przychodzi.
Wiem już co zrobię. Skorzystam z jej telefonu i zadzwonię bo pogotowie a potem od razu ucieknę. Szkoła jest niedaleko rzeki wiec spokojnie uda mi się uciec.
Skorzystać z telefonu...jakie to wydaje się proste. Proste, dla osoby o żywych palcach. Ja jako trup, mam też trupie palce. Sztywne i zimne. No ale ok, spróbuję.
Wyjąłem z jej torebki telefon. Była to jakaś dotykowa nokia. Włączyłem ją i z trudem odblokowałem ekran. Potem było już lepiej, tylko nacisnąłem na słuchawkę a potem wybrałem odpowiedni numer. Zdziwiłem się, że jeszcze go pamiętam, ale to pewnie dlatego że jest krótki.
Szkoda że nie pamiętam swojego...lub kogoś kogo znałem. Mógłbym wtedy zadzwonić do siebie, rodziców albo znajomych...Chociaż i tak nie miało by to sensu. Nie umiałbym dobrać odpowiednich słów o ile w ogóle potrafiłbym się wysłowić. I co miałbym im powiedzieć?
"Hej tu Dawid...tak, ten martwy Dawid"? Niech już lepiej myślą, że jestem martwy...ale tak prawdziwie martwy.
Dobra, wracając do tematu. Po kilku sygnałach jakoś udało mi się połączyć z pogotowiem. Odebrała kobieta.
- Dobry wieczór, szpit...
Nie pozwoliłem jej dokończyć. Dla mnie liczył się czas.
- Sta-stara sz...koła, P...p..pro...nków, nie...p-przytomna
Gdy to powiedziałem rozłączyłem się. Wyłączyłem telefon i schowałem go do kieszeni spodni. Po co dać policji (która na pewno przyjedzie) więcej wskazówek?
Ostatni raz spojrzałem na leżącą dziewczynę i wyszedłem ze szkoły. Poszedłem w kierunku rzeki i wszedłem do niej. Przeszedłem dość spory kawał i dopiero potem wyszedłem na brzeg.
Teraz muszę tylko w miarę szybko wrócić do innych trupów i zapomnieć o całej sprawie. I jutro muszę zapolować, bo z tego wszystkiego nie zaspokoiłem głodu.
Dojście do osiedla nie zajęło mi dużo czasu. Kiedy tylko przeszedłem granice Robert podszedł do mnie. Chyba się martwił...w końcu pierwszy raz polowałem sam. Może był kimś z mojej rodziny? No chyba że stało się coś innego, bo wszyscy wyglądali na poruszonych. Jednak nie interesowało mnie zbytnio. Byłem zbyt zajęty myśleniem o tym co stanie się jeśli ona nie zapomni tamtej sytuacji. Jeśli zamkną ją przeze mnie w psychiatryku. Ja sam bym tam nie wytrzymał jako żywy, bo teraz jako trup to jest mi to obojętne I tak nic nie wniosę nowego do życia.
Nie przybyło ani nie ubyło żadnych martwych. Wciąż te same twarze. Jedne co się zmieniło to to, że są bardziej brudni i niektórzy poranieni. Nic po za tym. W sumie to dobrze. Jakoś przyzwyczaiłem się do nich, nawet ich polubiłem.
Powinniśmy kiedyś wszyscy razem iść na cmentarz i pokazać swoje groby, lub chociażby groby na których jest czyjeś imię jeśli ktoś nie był pochowany tutaj, albo w ogóle nie był pochowany. Nie chce mi się wymyślać imion i nazwisk dla nich wszystkich. Tak naprawdę to znam imię tylko Roberta bo reszcie nadałem jakieś swoje wymyślone. Nie tylko imiona im wymyślam. Również ich historie. Skąd są, kim byli, jakie mieli życie, plany, rodziny. Takie podstawowe rzeczy.
Nagle usłyszałem dźwięk karetki pogotowia i policji. Ci to mają tempo. Gorzej niż my. Tak w zasadzie to te dźwięki towarzyszyły mi na początku mojego bycia martwym prawie cały czas. Co po chwile gdzieś jeździły karetki, policja, straż. Potem to ucichło.
Ciekawe co będzie z tą dziewczyną. Oby o tym zapomniała! Nie chce jej robić kłopotów. W sumie...po co ją wtedy zabrałem? Co chciałem tym pokazać? A jakby nas wtedy ktoś zobaczył? Jakiś jej znajomy? Wtedy wszystko by sie wydało.
O matko co to by była za panika! Wtedy ludzie byliby pogubieni. Skoro zombie są to wampiry i reszta pewnie też! Ile wtedy byłoby fałszywych zgłoszeń... Jak w średniowieczu by osądzali ludzi o jakieś mroczne siły i by ich zamykali w zakładach albo od razu mordowali. Chaos totalny. Liczba ludzi zdziesiątkowałaby się pewnie tak samo jak podczas dżumy. Wolałbym umrzeć jako jeden z pierwszych niż na to patrzeć wtedy.
No ale i tak to mnie czeka. To tylko kwestia czasu aż będzie nas za dużo i w końcu ktoś nas zobaczy. A wtedy chyba sam wyjdę im na pokaz żeby mnie zabili.
Tak w zasadzie, skoro jest nieprzytomna to mogę sobie spokojnie odejść od niej. Zapomni pewnie o całej sprawie lub będzie myślała że coś jej się przyśniło.
Ale przecież nie mogę pozostawić tu jej samej. Jeśli coś jej się stało jednak, jeśli będzie mieć jakiś wstrząs to nikt jej nie pomoże bo nikt tu nie przychodzi.
Wiem już co zrobię. Skorzystam z jej telefonu i zadzwonię bo pogotowie a potem od razu ucieknę. Szkoła jest niedaleko rzeki wiec spokojnie uda mi się uciec.
Skorzystać z telefonu...jakie to wydaje się proste. Proste, dla osoby o żywych palcach. Ja jako trup, mam też trupie palce. Sztywne i zimne. No ale ok, spróbuję.
Wyjąłem z jej torebki telefon. Była to jakaś dotykowa nokia. Włączyłem ją i z trudem odblokowałem ekran. Potem było już lepiej, tylko nacisnąłem na słuchawkę a potem wybrałem odpowiedni numer. Zdziwiłem się, że jeszcze go pamiętam, ale to pewnie dlatego że jest krótki.
Szkoda że nie pamiętam swojego...lub kogoś kogo znałem. Mógłbym wtedy zadzwonić do siebie, rodziców albo znajomych...Chociaż i tak nie miało by to sensu. Nie umiałbym dobrać odpowiednich słów o ile w ogóle potrafiłbym się wysłowić. I co miałbym im powiedzieć?
"Hej tu Dawid...tak, ten martwy Dawid"? Niech już lepiej myślą, że jestem martwy...ale tak prawdziwie martwy.
Dobra, wracając do tematu. Po kilku sygnałach jakoś udało mi się połączyć z pogotowiem. Odebrała kobieta.
- Dobry wieczór, szpit...
Nie pozwoliłem jej dokończyć. Dla mnie liczył się czas.
- Sta-stara sz...koła, P...p..pro...nków, nie...p-przytomna
Gdy to powiedziałem rozłączyłem się. Wyłączyłem telefon i schowałem go do kieszeni spodni. Po co dać policji (która na pewno przyjedzie) więcej wskazówek?
Ostatni raz spojrzałem na leżącą dziewczynę i wyszedłem ze szkoły. Poszedłem w kierunku rzeki i wszedłem do niej. Przeszedłem dość spory kawał i dopiero potem wyszedłem na brzeg.
Teraz muszę tylko w miarę szybko wrócić do innych trupów i zapomnieć o całej sprawie. I jutro muszę zapolować, bo z tego wszystkiego nie zaspokoiłem głodu.
Dojście do osiedla nie zajęło mi dużo czasu. Kiedy tylko przeszedłem granice Robert podszedł do mnie. Chyba się martwił...w końcu pierwszy raz polowałem sam. Może był kimś z mojej rodziny? No chyba że stało się coś innego, bo wszyscy wyglądali na poruszonych. Jednak nie interesowało mnie zbytnio. Byłem zbyt zajęty myśleniem o tym co stanie się jeśli ona nie zapomni tamtej sytuacji. Jeśli zamkną ją przeze mnie w psychiatryku. Ja sam bym tam nie wytrzymał jako żywy, bo teraz jako trup to jest mi to obojętne I tak nic nie wniosę nowego do życia.
Nie przybyło ani nie ubyło żadnych martwych. Wciąż te same twarze. Jedne co się zmieniło to to, że są bardziej brudni i niektórzy poranieni. Nic po za tym. W sumie to dobrze. Jakoś przyzwyczaiłem się do nich, nawet ich polubiłem.
Powinniśmy kiedyś wszyscy razem iść na cmentarz i pokazać swoje groby, lub chociażby groby na których jest czyjeś imię jeśli ktoś nie był pochowany tutaj, albo w ogóle nie był pochowany. Nie chce mi się wymyślać imion i nazwisk dla nich wszystkich. Tak naprawdę to znam imię tylko Roberta bo reszcie nadałem jakieś swoje wymyślone. Nie tylko imiona im wymyślam. Również ich historie. Skąd są, kim byli, jakie mieli życie, plany, rodziny. Takie podstawowe rzeczy.
Nagle usłyszałem dźwięk karetki pogotowia i policji. Ci to mają tempo. Gorzej niż my. Tak w zasadzie to te dźwięki towarzyszyły mi na początku mojego bycia martwym prawie cały czas. Co po chwile gdzieś jeździły karetki, policja, straż. Potem to ucichło.
Ciekawe co będzie z tą dziewczyną. Oby o tym zapomniała! Nie chce jej robić kłopotów. W sumie...po co ją wtedy zabrałem? Co chciałem tym pokazać? A jakby nas wtedy ktoś zobaczył? Jakiś jej znajomy? Wtedy wszystko by sie wydało.
O matko co to by była za panika! Wtedy ludzie byliby pogubieni. Skoro zombie są to wampiry i reszta pewnie też! Ile wtedy byłoby fałszywych zgłoszeń... Jak w średniowieczu by osądzali ludzi o jakieś mroczne siły i by ich zamykali w zakładach albo od razu mordowali. Chaos totalny. Liczba ludzi zdziesiątkowałaby się pewnie tak samo jak podczas dżumy. Wolałbym umrzeć jako jeden z pierwszych niż na to patrzeć wtedy.
No ale i tak to mnie czeka. To tylko kwestia czasu aż będzie nas za dużo i w końcu ktoś nas zobaczy. A wtedy chyba sam wyjdę im na pokaz żeby mnie zabili.